Premier pytał, czym różni się dzisiejsza uroczystość od uniesień przeżywanych 30 lat temu. – Wtedy, niezależnie od tego, czy ktoś był bezpartyjny, czy w PZPR, głęboko wierzący, czy był ateistą, czy miał poglądy konserwatywne, czy był anarchistą z przekonania, czy był góralem, kaszubem, czy pochodził ze Śląska – wszyscy bez wyjątku, którzy mieli w sobie to elementarne poczucie odpowiedzialności za ojczyznę, uczestniczyli w tym wielkim święcie, stając się z godziny na godzinę lepszymi – przypomniał premier.
Donald Tusk pytał, co stało się z 9 milionami osób, które nie odnajdują się w dzisiejszej „Solidarności”. Przypomniał, że fenomen dawnego związku polegał na tym, że szukano w drugim człowieku tego, co dobre, a nie tego, co złe. – Fenomen tamtej pierwszej „Solidarności” polegał na tym, że wszyscy u każdego i każdy u wszystkich szukał tego, co dobre w nim, a nie tego, co złe. I dlatego wtedy w „Solidarności” było 10 milionów ludzi – zaznaczył Donald Tusk. – Dzisiaj jest rzeczą niezwykle ważną, aby te 9 milionów ludzi także wierzyło, że to jest ich święto, święto całej pierwszej „Solidarności” – dodał.
Szef rządu podkreślił, że dawna „Solidarność” nie była wspólnotą celów jednego związku zawodowego czy jednej grupy zawodowej. – Wszyscy wiedzieli, że na pierwszym krajowym zjeździe delegatów spotyka się reprezentacja Narodu, która podjęła wielki wysiłek walki o wolność i niepodległość dla wszystkich bez wyjątku Polaków, a nie dla jednej grupy, przeciwko drugiej grupie – zaznaczył. – Wówczas ludzie wiedzieli, że tamta Solidarność jest darem powszechnym dla każdego Polaka, bez wyjątku, nawet dla tych, którzy byli naszymi przeciwnikami – dodał premier.
Donald Tusk przypomniał słowa papieża Jana Pawła II, który mówił, że nie ma „solidarności bez miłości”. – Jestem przekonany, że prawdziwa solidarność wyklucza nienawiść – zaznaczył premier.
Słowa polskiego premiera spotkały się jednak z dezaprobatą i na sali rozległy się gwizdy.
Inaczej przyjęte zostały słowa Jarosława Kaczyńskiego, które m. in. przestrzegał przed manipulacją.
„Nie wolno ludźmi manipulować, nie wolno ludzi oszukiwać. Trzeba mówić jak jest. Nie wolno zmieniać znaczenia słów, bo to też jest manipulacja, a tak często się z nią spotykamy i na tej sali” - mówił.
Prezes wspomniał również o swoim tragicznie zmarłym bracie:
„Wiem, że gdyby nie tragiczna, przedwczesna śmierć, byłby tutaj, przemawiałby tutaj. Sądzę, że miałby bardzo, bardzo wiele do powiedzenia. Nie ma go już wśród nas”
Dodał również: „Dziś mamy sytuację, którą można opisać tak: jest w Polsce wolność ułomna z przywilejami dla jednych i dyskryminacją dla innych. Pozostaje natomiast to republikańskie wyzwanie”.
Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego kilka razy było przerywane oklaskami. Na koniec skandowano słowa: Dziękujemy, dziękujemy. Jarek, Jarek.
Zaraz po tym na mównicę wkroczyła Henryka Krzywonos, legendarna gdańska tramwajarka, która w ostrych słowach zwróciła się do Jarosława Kaczyńskiego i do zebranych:
" Wygwizdujecie Donalda Tuska - człowieka, który wtedy pracował dla was, z wami. Jest waszym kolegą. Powinniśmy szanować ludzi". Przemawiającej próbował przerwać przewodniczący "S, na co usłyszał słowa " I tak powiem to co mam do powiedzenia" i zwróciła się bezpośrednio do Jarosława Kaczyńskiego: "Bardzo Pana proszę, żeby pan nie buntował ludzi. Ja panu bardzo współczuję, ale proszę współczuć innym i dać im normalnie żyć, bo wszystko co Pan robi, mnie obraża. To Pan niszczy godność Lecha"
Źródła: KPRM, TVP INFO, TVN24