Pomysł doświadczania uczucia swobodnego spadania, lecąc niechybnie na spotkanie z ziemią, tylko po to, by zostać wyrwanym ze szczęk śmierci przez sznur przywiązany do własnych nóg, nie jest wcale nowy.
Reklama
Bungee Jumping - od prastarych legend do teraźniejszości
Pomysł doświadczania uczucia swobodnego spadania, lecąc niechybnie na spotkanie z ziemią, tylko po to, by zostać wyrwanym ze szczęk śmierci przez sznur przywiązany do własnych nóg, nie jest wcale nowy.
O bungee jumpingu możemy usłyszeć już w prastarych legendach, opowiadanych przez rdzenne ludy na wyspie Pentecost, będącej częścią archipelagu 83 wysp, leżących na Oceanie Spokojnym, około 1200 km na wschód od wybrzeży Australii.
Istnieje kilka wersji tej samej legendy, jednak w większości z nich jej rdzeń pozostaje niezmienny. Głosi ona o kobiecie uciekającej od napastliwego męża. Podczas ucieczki, wspięła się ona na wysokie drzewo, przewiązując pnącze wokół swoich kostek. Mąż podążył za nią na górę i kiedy skoczył w jej kierunku, aby ją pochwycić, kobieta rzuciła się w dół. Mężczyzna spadł zaraz za nią ku swojej śmierci, podczas gdy kobieta zawisła bezpiecznie pośród konarów drzewa.
Istnieje kilka wersji tej samej legendy, jednak w większości z nich jej rdzeń pozostaje niezmienny. Głosi ona o kobiecie uciekającej od napastliwego męża. Podczas ucieczki, wspięła się ona na wysokie drzewo, przewiązując pnącze wokół swoich kostek. Mąż podążył za nią na górę i kiedy skoczył w jej kierunku, aby ją pochwycić, kobieta rzuciła się w dół. Mężczyzna spadł zaraz za nią ku swojej śmierci, podczas gdy kobieta zawisła bezpiecznie pośród konarów drzewa.
Niezależnie od faktu jak dokładnie wyglądało to zajście (i czy w ogóle miało miejsce), mężczyźni na wyspie zaczęli samemu powtarzać wyczyn kobiety - dlatego iż byli pod wrażeniem jej pokazu odwagi, lub też na wszelki wypadek gdyby ich żony chciały spróbować tego samego triku, jakby na znak, iż nie dadzą się wykiwać ponownie w ten sam sposób. Nie trzeba chyba dodawać, iż tylko mężczyźni mogą brać udział w tych ceremoniach. Odbywają się one w każdą sobotę, pomiędzy kwietniem a czerwcem. Biorą w nich udział dorośli i dzieci – niektóre z nich zaledwie 7-8 letnie. Skoki oddawane są z drewnianej wierzy, wysokości 20-30 metrów. Zbudowanie samej konstrukcji zajmuje mieszkańcom wyspy, aż pięć tygodni. „Sprzęt” używany podczas rytuałów mających na celu zapewnienie urodzajnych plonów, niewiele odbiega od tego opisanego w legendzie. Powiedzenie, iż czyjeś życie wisi na włosku, na wyspie Pentecost nabiera prawdziwego znaczenia.
Liany używane podczas rytualnych skoków są wcześniej starannie dobierane przez skoczków, którzy wiedzą, iż nawet kilka centymetrów może oznaczać różnicę pomiędzy życiem, a śmiercią. Lecący z góry śmiałek, zostaje zatrzymany tuż nad samą ziemią, jednak rozciągająca się liana, sprawia, iż w ostatniej chwili, jego głowa dotyka ziemi, według wierzeń, czyniąc ją bardziej urodzajną dla przyszłych zbiorów. Dodatkowo próba taka ma podobno uzdrawiające właściwości. Dla młodych śmiałków skoki te są dodatkowo testem odwagi i momentem, w którym mogą dowieść, iż stali się już prawdziwymi mężczyznami.
Pierwszym „człowiekiem z zachodu”, który przybliżył światu to niezwykłe zjawisko był David Attenborough, który wraz z kilkoma innymi członkami ekipy telewizji BBC przybył na wyspę w latach 50-tych.
Pierwszym „człowiekiem z zachodu”, który wziął udział w rytualnym skoku był dziennikarz, Kal Müller. Zanim jednak mógł on oddać swój historyczny skok, Müller musiał czekać aż dwa lata na zaproszenie mieszkańców wyspy. Przed samym skokiem spędził z nimi około siedmiu miesięcy. W 1970 roku jego wspomnienia zostały opisane w grudniowym wydaniu „National Geographic” zatytułowanym „Land Diving With the Pentecost Islanders”. Pisze on tam m.in.: „Z jak niewiarygodną precyzją napiął się sznur. Podczas odbicia moja głowa ledwie dotknęła ziemi, wracając z powrotem do pozycji do góry nogami... Czułem się dziwnie niewstrząśnięty. Podekscytowanie przyćmiło jakikolwiek fizyczny dyskomfort.”
Pierwszym „człowiekiem z zachodu”, który przybliżył światu to niezwykłe zjawisko był David Attenborough, który wraz z kilkoma innymi członkami ekipy telewizji BBC przybył na wyspę w latach 50-tych.
Pierwszym „człowiekiem z zachodu”, który wziął udział w rytualnym skoku był dziennikarz, Kal Müller. Zanim jednak mógł on oddać swój historyczny skok, Müller musiał czekać aż dwa lata na zaproszenie mieszkańców wyspy. Przed samym skokiem spędził z nimi około siedmiu miesięcy. W 1970 roku jego wspomnienia zostały opisane w grudniowym wydaniu „National Geographic” zatytułowanym „Land Diving With the Pentecost Islanders”. Pisze on tam m.in.: „Z jak niewiarygodną precyzją napiął się sznur. Podczas odbicia moja głowa ledwie dotknęła ziemi, wracając z powrotem do pozycji do góry nogami... Czułem się dziwnie niewstrząśnięty. Podekscytowanie przyćmiło jakikolwiek fizyczny dyskomfort.”Reportaż Davida Attenborough i wyczyn Kala Müllera zapewne odbiły się szerokim echem, gdyż w roku 1974 na wyspę przybyła sama królowa Elżbieta II. Brytyjska administracja kolonialna chciała dopilnować, aby monarchini miała niezapomniane wrażenia z podróży. Nie spodziewała się zapewne jak bardzo będą one „niespodziewane”. Okres, w którym królowa przybyła na wyspę (środek pory deszczowej), nie był odpowiednim momentem dla tego typu skoków. Jednym z powodów jest fakt, iż w tych miesiącach, liany nie są wystarczająco elastyczne. Jednak pod naciskiem Anglików, mieszkańcy wyspy zgodzili się na wyjątkowy pokaz. Decyzja ta została okupiona życiem jednego ze śmiałków. Podczas jego skoku pękły obie liany, zaś sam mężczyzna z dużym impetem uderzył w ziemię, łamiąc kręgosłup i pomimo wysiłków lekarzy, płacąc za próbę najwyższą cenę.
Tragiczny wypadek podczas specjalnego pokazu dla królowej, bynajmniej nie zniechęcił jednak kolejnych śmiałków do uprawiania tego nowego, powoli rodzącego się, sportu ekstremalnego. Kilka lat później, grupka studentów z Uniwersytetu w Oxfordzie, od pewnego czasu zrzeszonych już w „Klubie Sportów Niebezpiecznych” (Dangerous Sports Club), postanowiła samemu zakosztować tego typu wrażeń. 1 kwietnia 1979 roku, wykonali oni pierwsze w historii, skoki bungee (w wersji współczesnej). Do historycznego wydarzenia doszło na wiszącym moście (Clifton Suspension Bridge) o wysokości 75 metrów, znajdującym się w Bristolu, nad rzeką Avon, w zachodniej Anglii. Studenci z Oxfordu nie poprzestali jednak tylko na tych próbach. Niedługo potem postanowili zarazić swoją pasją także „braci” zza Atlantyku. Osiągnęli swój cel skacząc z mostu Golden Gate Bridge w San Francisco. W skokach tych brała także udział pierwsza w historii kobieta – Jane Wilmot. Niedługo potem grupą zainteresowała się jedna z amerykańskich stacji, ukazując grupę śmiałków z Oxfordu skaczących z mostu wiszącego Royal Gorge w Kolorado. Czy wiesz, że?
Graham Arthur Chapman – członek legendarnej już komediowej grupy Monthy Python był także członkiem The Dangerous Sports Club.
Pochodzący z Auckland, nowozelandczyk AJ Hacket, zainspirowany plemiennym rytuałem, oraz eksperymentalnymi skokami oxfordzkiego klubu, wyprodukował super-rozciągliwą, elastyczną linkę bungee. Swój wynalazek postanowił przetestować i zarazem zademonstrować światu, skacząc z Wierzy Eiffla w Paryżu, w 1987 roku. Będąc jednym z ojców współczesnego bungee jumpingu, Hacket założył swoją własną firmę „AJ Hacket Bungy”, oferującą skoki bungee z mostu Kawarau w Queenstown w Nowej Zelandii. Były to pierwsze, ogólnie dostępne, komercyjne skoki tego typu na świecie. Po drugiej stronie globu, Johh Kockleman oferował tego samego typu usługi mieszkańcom USA.
Na koncie Hacketa znajduje się także wiele historycznych i rekordowych skoków, m.in.:
1988: Skok z wierzy giełdy papierów wartościowych w Auckland, będący pierwszym w historii skokiem z budynku,
1990: Pierwszy w historii skok z helikoptera,
2006: Najwyższy w historii skok bungee z budnynku – 233 metry. Ustanowiony na Macau Tower. Tym skokiem Hacket pobił poprzedni rekord, który także należał do niego – skok z wierzy Eiffel’a z 1987 roku.
2007: Prawie półtora kilometrowy skok oddany z pokładu helikoptera, z wykorzystaniem nowej, specjalnej technologii bungee, umożliwiającej linie rozciąganie powyżej 1 kilometra.
Obecnie skoki bungee nie są już niczym nowym, a ich popularność dotarła już do większości zakątków naszego globu. Niektórzy, co bardziej zapaleni amatorzy bungee, zaczęli powoli nudzić się tradycyjnymi skokami i aby rozbić rutynę, stopniowo wprowadzali najróżniejszego rodzaju „urozmaicenia”. Począwszy od skakania do tyłu, z rąk, wisząc lub przyjmując innego rodzaju najwymyślniejszą pozycję, aż do naprawdę „urozmaiconych” wersji uwzględniających skoki w kajakach, koszach na śmieci, na rowerze lub z wykorzystaniem innych przedmiotów codziennego i niecodziennego użytku.Pojawili się także prawdziwi „hardcorowcy” i „super-hardcorowcy”. Ci pierwsi, podczas skoków używają dodatkowego obciążenia w postaci np. worka z piaskiem, który to wypuszczają z rąk, znajdując się w najniższym punkcie skoku. W ten sposób są oni katapultowani do góry znacznie szybciej i wyżej, często nawet ponad punkt z, którego oddawali skok.
Skok „super-hardcorowca” technicznie nie odbiega bardzo od pierwszego typu skoku. Różnica polega jedynie na tym, iż zamiast worka z piaskiem, do obciążenia używa się – drugiej osoby... Wiele osób zginęło lub też doznało poważnych obrażeń, kiedy ich partnerzy, w wyniku ogromnych sił przyspieszenia ujemnego, wypuszczali ich zbyt wcześnie, czasem z wysokość nawet kilkudziesięciu metrów.
W wysiłku, aby do skoków bungee dodać także umiejętności i precyzję, wprowadza się nowe odmiany tego sportu, gdzie skoczek ma za zadanie uchwycić znajdujący się na ziemi lub wodzie, obiekt.
Bungee jest bardzo bezpiecznym hobby nawet dla początkujących. Oczywiście o ile obsługiwany jest przez profesjonalną, licencjonowaną firmę. Zdarzały się doniesienia o kontuzjach kończyn lub też oczu skoczków, wywołanych dużymi siłami ujemnych akceleracji. Jednakże, większość z nich została po prostu wyolbrzymiona. W rzeczywiści, skoki bungee są statystycznie bezpieczniejsze niż prowadzenie samochodu. Do większości nielicznych wypadków podczas tego typu aktywności dochodzi z powodu ludzkiego błędu. Jeżeli jednak osoby obsługujące tego typu skoki dysponują kompletną wiedzą, doświadczeniem, oraz oczywiście licencjonowanym sprzętem, skok taki z pewnością przyniesie nam ogromną porcję pozytywnych, i co najważniejsze, bezpiecznych wrażeń.
W wysiłku, aby do skoków bungee dodać także umiejętności i precyzję, wprowadza się nowe odmiany tego sportu, gdzie skoczek ma za zadanie uchwycić znajdujący się na ziemi lub wodzie, obiekt.
Bungee jest bardzo bezpiecznym hobby nawet dla początkujących. Oczywiście o ile obsługiwany jest przez profesjonalną, licencjonowaną firmę. Zdarzały się doniesienia o kontuzjach kończyn lub też oczu skoczków, wywołanych dużymi siłami ujemnych akceleracji. Jednakże, większość z nich została po prostu wyolbrzymiona. W rzeczywiści, skoki bungee są statystycznie bezpieczniejsze niż prowadzenie samochodu. Do większości nielicznych wypadków podczas tego typu aktywności dochodzi z powodu ludzkiego błędu. Jeżeli jednak osoby obsługujące tego typu skoki dysponują kompletną wiedzą, doświadczeniem, oraz oczywiście licencjonowanym sprzętem, skok taki z pewnością przyniesie nam ogromną porcję pozytywnych, i co najważniejsze, bezpiecznych wrażeń.
Ł.B.
Na forum
- 00:10 Odpowiedź:Sprzedam bilety na Euro 2012
- 18:30 Odpowiedź:SPRZEDAM BILETY EURO 2012 NA MECZ POLSKA – CZECHY
- 12:23 Odpowiedź:Hyundai i40 - opinie
- 12:05 Odpowiedź:Jaki prezent na walentynki?
- 12:04 Odpowiedź:Jakie wino na randkę?
- 03:04 Winnice krymu
- 02:49 Wiercenie gazu a bezpieczeństwo
- 02:38 Kawasaki VN 1700
- 12:25 Odpowiedź:Róża - opinie recenzje
- 11:19 Sprzedam bilety na PÓŁFINAŁ W WARSZAWIE 2 KATEGORI