•  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Reklama

A+ R A-

Festiwal w Jarocinie: kiedyś i dziś

 Legendarny Festiwal w Jarocinie, symbol buntu młodzieży lat 80- tych, zmienia swoje oblicze. Jak bardzo różnią się koncerty dziś i wtedy, gdy młodzież krzyczała o braku wolności, beznadziei w szarej rzeczywistości.

 

Historia festiwalu sięga do roku 1970. Wówczas jarociński klub Olimp organizował skromne imprezy muzyczne noszące nazwę Wielkopolskie Rytmy Młodych. Były to w zasadzie lokalne występy młodych zespołów. Z czasem dopiero o festiwalu było coraz głośniej. Zaczęły przyjeżdżać nowe zespoły z całej Polski, a i w prasie były wzmianki o muzycznym wydarzeniu. Do 1979 r. festiwal był imprezą, która nie miała czysto rockowego charakteru. Występowały takie zespoły jak Anawa, Kasa Chorych, a także znana później Hanna Banaszak, Tadeusz Nalepa.

W 1980 roku na festiwalu wystąpiły między innymi Kora z Maanamem, Kasa Chorych, Exodus, Krzak, Kombi, Porter Band. W konkursie wystąpiło 14 zespołów spośród 57 zgłoszonych. Wśród nich były grupy: Cytrus, Dżem - debiut przed dużą publicznością, Easy Rider, Mietek Blues Band i Ogród Wyobraźni, który wygrał konkurs festwialowy. Rok 1980 zapowiadał późniejszy charakter Jarocina, gdyż po raz pierwszy pojawił sie zespół punkowy Nocne Szczury.

Rok później wystąpiło jeszcze więcej kapel punkowych, choć gwiazdami były takie zespoły jak: Dżem, Perfect. Swój debiut zaliczył Muniek Staszczyk z zespołem Opozycja i TSA, który wówczas został zwycięzcą konkursu. Jednak legenda Jarocina to lata 1983 do 1994. To w tym okresie, który zaczął się po stanie wojennym impreza muzyczna przestała być tylko rozrywką, a zamieniła się również w bunt młodego pokolenia wobec władzy komunistycznej. W całym kraju puste półki, bieda i przygnębienie. Ludzie żyli jakby bez nadziei, że coś się zmieni. Jedynie młodzież szukała czegoś by nie dać się zamknąć w szarej rzeczywistości; i uciekała do Jarocina, gdzie wszyscy mogli wykrzyczeć to czego nie mogli będąc w szkole, w domu, na ulicy. Nic, że SB zainteresowana by wszystko mieć pod kontrolą, wśród tłumów w Jarocinie miała „swoich”. Zespól Sedes w tych dniach przy głośnych rykach gitary i niesamowicie szybkim rytmie perkusji tak śpiewał ( o ile to można nazwać śpiewem):

                              Nie mogę niczego dokonać, bo ktoś mi się patrzy w oczy.
                              Nic nie mogę zrobić, bo ktoś mi się patrzy na ręce.
                              Wokół pełno ludzi, którzy chcą utrudnić mi życie.
                              Każdy z nich złośliwie staje mi na drodze, przeszkadza mi w życiu.

I tak małe miasteczko w Wielkopolsce zamieniało się w prawdziwy magiel, gdzie widać było prawie wszystkich przedstawicieli subkultur: punki, rastafarianie, hippisi. Spali w namiotach, pod niebem, w grupach i pojedynczo. Nie brakowało alkoholu i popularnego „kompotu”. Młodzież czuła się tu wolna. Często jednak źle rozumiejąc, czym ta wolność jest. Bo jedni chcieli wykrzyczeć swój bunt wobec komuny, inni wobec beznadziejnej rzeczywistości, jeszcze inni wobec rodziców, a część przyjechała po prostu się wyszumieć, napić i pogować pod sceną w tumanach kurzu, nie myśląc o dniu jutrzejszym. A jarocińska scena gościła coraz to więcej kapel: Prowokacja, Siekiera, Moskwa, Hak, Jaguar, Piersi, Ostatnie Takie Trio, Rendez-Vous, Abaddon, Kultura, Madame, Fort BS, Variete, Made in Poland, Dezerter, Róże Europy, 1984, Grzegorz Ciechowski, Voo Voo, to oczywiście tylko część zespołów, bo przez te lata przewinęło się ich trochę.
                                

Lata 80 chyliły się ku zmierzchowi przynosząc obalenie komunizmu i transformację ustrojową. Coś się zaczęło zmieniać. Zniknął wróg nr1, a przyszły problemy związane z bardzo prozaiczną sprawą: brak pieniędzy. Festiwal musiał się odnaleźć w nowej rzeczywistości… I się nie odnalazł. W 1994 odbył się ostatni Jarocin przed reaktywacją. W tym roku po raz pierwszy do konkursu nie dopuszczono punkowych zespołów, za to na scenie głównej wystąpili gościnnie The Bill, Dee Facto, Defekt Muzgu, WC, Sweet Noise. Miała wystąpić też Armia, jednak na skutek pobicia przez przyjezdnych punków gitarzysty zespołu, Michała Grymuzy, występ ten został odwołany. W tym też roku na festiwalu miały miejsce duże zamieszki i starcia z ochraniającą, ale i dopuszczającą się prowokacji policją. Mimo iż w większości uważano, że przez duże szkody materialne festiwal odbył się po raz ostatni, to prawdziwa przyczyna leżała jak już wyżej zostało wspomniane po stronie rentowności festiwalu, braku potencjalnego organizatora i rosnącej konkurencji ze strony innych tego typu wydarzeń, w tym darmowego Przystanku Woodstock.

Aż do 2004 r. Jarocin był praktycznie w agonii. Tylko na jeden dzień ożył w 200o r. kiedy to na jednodniowym koncercie wystąpili Armia, Funny Hippos, Kaliber 44, Yattering, Homosapiens, Something Like Elvis, Acid Drinkers, Łoskot, Püdelsi, Therapy?, Kasia Nosowska oraz 2Tm2,3. Nie przyniósł on jednak spodziewanego odzewu i w 2001 roku na dwa tygodnie przed otwarciem kolejna edycja została odwołana.

Jednak od 2005 r. Jarocin odżył, a zawdzięcza to zorganizowaniu przez wolontariuszy i urzędników dwudniowej imprezy pod nazwą: Jarocin PRL Festiwal. Była to impreza nawiązująca do najlepszych lat Jarocina. Dlatego m. in. nazwy ulic zmieniono na nazwy z tamtych lat, pojawiły się milicyjne radiowozy, socjalistyczne hasła itp . Dokładnie zadbano o odtworzenie propagandowych zabiegów ówczesnej władzy: odczyty ideowych przemówień poprzedniego systemu, bilety w formie kartek zaopatrzeniowych itp....Na festiwalu sprzedano wszystkie wydrukowane bilety-kartki tj. ponad 12 000. Po raz pierwszy festiwal zarobił na siebie, wypracowując niewielką nadwyżkę finansową, co było dużym zaskoczeniem dla obserwatorów sceny muzycznej w Polsce, wieszczących wcześniej śmierć Jarocina. Ten sukces skłonił organizatorów do kontynuowania festiwalu.
 I w ten sposób w kolejnych latach do przyjazdu na festiwal w Jarocinie zachęcały występy takich zespołów jak: Izrael, Armia, Habakuk, Dezerter, Twinkle Brothers, Power of Trinity, Hey, Myslovitz, Indios Bravos, Pogodno, Zazuzi, Negatyw, Koledzy, Buldog, Kult, Nosowska, Strachy na Lachy, Kryzys, Lao Che, Vavamuffin, Paprika Korps, Koniec Świata.

Jeden tylko wniosek się nasuwa. Nie ma już buntu, jest komercja; nie ma żywiołu, jest ekonomiczne wyrachowanie. Prawda jest taka, że tej atmosfery Jarocina z lat 80- tych już nie można przywrócić… Bo dziś nawet bunt jest komercyjny… A czy to dobrze czy źle?... Pewnie różne są zdania.
Kris
Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com