•  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Reklama

A+ R A-

Oaza w środku miejskiej dżungli

Będąc już prawie u kresu sił, chcąc podreperować nadwątlone nerwy człowieka, który ma na swojej głowie stanowczo za dużo, postanowiłem poszukać miejsca, gdzie luksus łączy się z naturą, relaks z aktywnością a radość ze spokojem.

Nie interesowały mnie wykwintne restauracje, z których wychodzę jeszcze bardziej ociężały i śpiący niż byłem przed wejściem, nie miałem siły wsłuchiwać się w wysokie tony śpiewaczek operetkowych ani włóczyć po ciemnym parku ryzykując wątpliwej przyjemności spotkania z podejrzanymi nieznajomymi.
 
 
Jeżdżąc bez konkretnego celu wrocławskimi ulicami zupełnie przypadkowo skręciłem w Borowską – rejon, w którym się wychowałem, a w którym w związku ze swoją nieobecnością w mieście nie byłem od lat. Ciekawość połączona z zaskoczeniem, gdy zobaczyłem potężny, nowoczesny budynek Wrocławskiego Parku Wodnego, kazała mi wejść do środka. Po sprawnym przejściu przez bramki i zasięgnięciu podstawowych informacji przy wejściu swoje pierwsze kroki skierowałem do strefy rekreacyjnej, gdzie moją uwagę przykuła tajemnicza leniwa rzeka.
 
Nurt, któremu z lubością się poddałem, wbrew swojej nazwie wcale nie okazał się ospały - prąd wyniósł mnie na zewnątrz budynku, gdzie – ku mojemu zdziwieniu – już zapadał zmierzch. Obserwując rozgwieżdżone niebo, poczułem się jak turysta w ciepłym południowoeuropejskim morzu, a zewnętrzny basen solankowy w którym się po chwili znalazłem, tylko spotęgował to wrażenie. Nie mając ochoty przerywać wypoczynku, przeniosłem się do ciepłego jacuzzi, które nie tyle mnie rozleniwiło, co dodało młodzieńczej energii - postanowiłem ją wykorzystać na zjeżdżalniach.
 
Nie zwracając uwagi na zaskoczone spojrzenia dzieci i nastolatków opanowałem zjeżdżalnię turbo, rozwijając na niej zawrotne prędkości. Zastanawiałem się już kiedyś, kąpiąc się w jakimś morzu, dlaczego rekreacja w lekko nawet wzburzonych falach daje człowiekowi tyle radości. Widocznie łaskoczące ciało kropelki wody zmuszają do śmiechu, odprężając i dodając energii. Po dobrej godzinie szaleństw na wszelkiego typu skoczniach i zjeżdżalniach, przyszedł czas na wyciszenie.
 
 
Mój wzrok spoczął na napisie: Saunarium i Wellness. W poszukiwaniu zmysłowej przyjemności skierowałem się w kierunku intrygujących drzwi. Rytuał relaksacyjny rozpocząłem od silnego oczyszczania w saunie fińskiej. Naprzemienne schładzanie i rozgrzewanie ciała dodało organizmowi wigoru i sprawiło, że resztki zmęczenia zniknęły bez śladu. Na koniec postanowiłem spróbować czegoś innego. Z ofert dla mężczyzn wybrałem zabieg na bazie mułu morskiego, którego działanie miało na celu zmniejszenie napięcia w okolicach szyi i kręgosłupa: idealne w przypadku osób, które – jak ja – wykonują siedzącą pracę. Do tej pory myślałem o wellness w kategorii zabiegów dla kobiet. Prawdę mówiąc - uważałem te wszystkie ceremonie za niemęskie. Okazało się, że kobiety nie mają już monopolu na tego typu przyjemności…

Kilka godzin minęło w ekspresowym tempie. Regenerując siły w basenach rekreacyjnych i jacuzzi, szalejąc jak dziecko na zjeżdżalniach i poddając się delikatnym i silnym dłoniom masażystki zapomniałem kompletnie o problemach w pracy i zadaniach, które czekają mnie następnego dnia. Wrocławski Park Wodny, do którego trafiłem, okazał się oazą z niezliczonymi możliwościami rozrywki i relaksu, idealnym zarówno dla tych, którzy chcą się rozerwać, jak i pragnących zażyć ciszy i spokoju. Muszę przyznać, że zasypiając pierwszy raz od wielu tygodni bez bólu głowy przeszło mi przez myśl, czy ta oaza nie była przypadkiem fatamorganą.
 
Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież